7 wrzesień 2009 21:56

Wspomnienia nie znikają.

Kategoria wpisu: Życie

A więc jeszcze tu jesteś.

Obserwacja ludzi w czasie tych wakacji bardzo mnie zmieniła. Mój idealizm i wiara w to, że może kochać i żyć ot tak uczciwie, uległy zachwianiu. Patrzyłam na świat z nieco mniej smarkatej perspektywy i miałam ochote schować głowę pod poduszkę. Brak zahamowań, brak wyrzutów sumienia i wszędobylska swoboda przeraziły mnie i równocześnie zafascynowały. Czy nie prościej żyć właśnie ot tak? Lekko i bezproblemowo czerpiąc z życia garściami? Tylko co, jeśli kiedyś, w nocy dopadną nas zmory przeszłości i sumienie zacznie podgryzać w piętę? Przez chwilę nawet poczułam się taka dorosła. I było mi bardzo pięknie - mogłam się nie bać i żyć intensywnie. Chwilę później jednak musiałam wrócić do swojego życia. I nagle zwątpiłam w nie. To, co kiedyś było dla mnie tak ważne wydało mi się puste i bezwartościowe. Przeraziłam się. Przecież wszystko co moje, co składa się na mój codzienny świat nie mogło w ciągu jednej chwili stracić dla mnie na znaczeniu. Teraz próbuję odbudować i poskładać swoją rzeczywistość. Nie jest łatwo. Nie mogłam dłużej żyć chwilą, wolnością absolutną i poczuciem “mogę wszystko!”. Przecież kiedyś mogłabym obudzić się zupełnie sama. Czy warto więc dla kilku chwil szczęścia absolutnego poświęcić wszystko?

“Powrotów nie będzie.” K.N.


apsik
22 luty 2009 20:25

Rozliczenia

Kategoria wpisu: Życie

Czas jakoś furgocze mi między palcami. Powinnam się uczyć do matury a jednym słowem nie robię nic. Dobrze mi. Ostatnio przeszłam swój prywatny kryzys. Wokół mnie nagromadziło się mnóstwo osób, które traktowały mnie źle. Klasyczny przykład przyjaciół “kiedy Cię potrzebują”. Albo Twojego miejsca na ziemi. Dobijało mnie to wszystko. Taka niekończąca się psychoza - w szkole, w domu, w najbliższym otoczeniu. Powiedziałam sobie STOP. Zerwałam kilka znajomości. Nie bez żalu. Może nie do końca skutecznie, ale na początek usunęłam numery, zamknęłam drzwi. Co będzie dalej, zobaczymy;)

“Deszczowe wtorki które przyjdą po niedzielach
Kropelka żalu której winien jesteś ty
Nie prawda że tak miało być
Że tak warto w byle pustkę iść
To wciąż za mało, moje serce żeby żyć.”

I mimo wszystko szczęśliwie.


apsik
27 grudzień 2008 00:39

Poetycko ;)

Kategoria wpisu: Życie

Lubię wiersze. Zwykle zakochiwałam się w tych ’szorstkich’. Takich bez zbędnych epitetów. Emanujących surowym pięknem. Takich prostych, często brutalnych i męczących.

Robię się tak sentymentalna, że aż lżejsza od powietrza.

***
stworzył mnie z własnych oczu
z szeptu liści
które były poza mną
budował z słów
zanoszących się wiosną
potem
w dotyku znalazł usta
zamieszkałe pod wąskim księżycem
przystanął zamyślony
a moje ręce właśnie
żyły ogromnie złoto
pośród jego ściągniętych brwi

H. Poświatowska


apsik
25 grudzień 2008 23:51

Rozliczenia

Kategoria wpisu: Życie

Nie mam w sobie życiowego spokoju pomagającego zdecydowania i optymistycznie przejechać granatową “elką” przez kolejny zakręt. Nie mam w sobie wystarczającej ilości sumienności, aby regularnie rozmawiać tu ze sobą. Nie mam też dość samozaparcia, by nauczyć się obsługi tego cholernego laptopa, który usuwa mi wszystkie skurputalnie zapisane słowa, w  momencie, który uznaję za koniec pracy. Mimo to (mimo iż nie zaczynamy zdań od “mimo”) lubię siebie.

Za 9 minut małe, białe okno w katalogu publicznym, z traumatyczną liczbą 18, zostanie uprawomocnione. Kierując się statystykami, ukończnie magicznej (?!) osiemnastki niewiele zmienia w życiu przeciętnego człowieka. Alkohol pije już od dobrych kilku lat, palenie zdążył rzucić (okazjonalnie, okazjonalnie!), a przysłowiowy plastik służyć mu może co najwyżej do rzucenia pod nos rodzicom przy co większej awanturze.

Hm. Zaczynając zdanie od ‘hm’ - ostatnie chwile młodości pozwalają mi się wybitnie rozpieszczać - mogę zdecydowanie stwierdzić, że nie jestem przeciętna. Co więcej, normalna już zupełnie nie. Mam uczucie paskudnego ucisku w żołądku, który pamiętam z karuzeli “Mambo Jambo”. Przytłaczające zdania “och córeczko kiedy Ty tak dorosłaś?!”, optymistyczne życzenia pomyślnego zdania matury i dobrego wyboru jedynej słusznej drogi życiowej, nie pomagają.

Czy ja do jasnej cholery za mąż wychodzę? Jak matka- polka z trójką dzieci pod pachą pracować w polu gnam? W moim podejściu do życia nie zmieniło się nic od 15 roku życia - nie chcę dorosnąć. Bynajmniej nie czuję się na to gotowa. Chcę być programowcem na zimowisku, tańczyć na śniegu, śpiewać z Somsiatem pod balkonami sylwestrowe syrenady, pojechać na kolonie jako wychowawca. Nawet z tym prawem jazdy mi się nie spieszy… Tramwaje na Śląsku mają w końcu swój urok. Problemem smoleniackiej klasy trzeciej jest nawał. Studniówki, matury, prób studniówkowych, matur próbnych, egzaminów na prawo jazdy. To wszystko podstępnie próbuje dostać się do mojego umysłu.

A co mi tam! Nie jest źle! Włókna kolagenowe trzymają się nieźle, przyjaciela mam przez duże “P”, włosy też mi nie wypadają. Będę się więcej śmiać. Na noworoczne postanowienia przyjdzie czas. Radosnych!


apsik
17 październik 2008 22:26

Pstryk!

Kategoria wpisu: Życie

Gdybym umiała fruwać. Tak, dokładnie. Nie latać - bo to pospolicie marzycielskie. Nie wznosić się w przestworza - to patetyczne, aż zęby bolą. Nie unosić się ponad szarym światem - to zbyt poetyckie i ładne. Fruwać. Dokładnie tak. Przez duże “F” i jeszcze większe “rrrr”. Fruwać. Można furgotać, furgać i furgonetką jeździć też. A ja chcę fruwać. Furgać, furgotać, szeleścić, skrzypieć, zgrzytać, trzeszczeć, trzepotać i stukać. I tupotać też.
Gdybym mogła fruwać zniknęłabym. Założyłabym moje spodnie z naszytkmi łatami - kwiatkami, wzięła torbę z mozolnie wypisaną długopisem datą “24 IX 2006″ i zciachane glany bordo, jak przysłowiowa krowa kręcąca mordą. Wzięłabym “Mistrza i Małgorzatę” - definicję miłości. I nigdy bym nie zapomniała. Z czasem dobre chwile zacierają się w pamięci. Chropowate brzmienie głosu, szept zza telefonicznej słuchawki czy spojrzenie ukradkowe znad butelki coca coli.

Zapytasz : jak to? To wszystko nic nie znaczy? Odpowiem - zrozumiesz, kiedy będziesz duży. Zrozumiesz, kiedy zaufasz człowiekowi. Zrozumiesz, kiedy go stracisz. A ja duża być wcale nie chciałam. Dorosłość złapała mnie kurczowo za lewą piętę i puścić nie chce.

Kiedy nauczę się wreszcie fruwać, teraz lub nigdy, nie zapomnę o tym, co było. O leżeniu w trawie na łące z Somsiatem i sianie we włosach. O tarzaniu się w śniegu. O rozmowach przez telefon do 3 nad ranem. O patrzeniu w gwiazdy na balkonie. O nerwach i zamkniętych oczach. I o zapachu słońca. I o teatrze.

Bo znaczy bardzo wiele. Tylko jak mogę żyć przyszłością, przeszłości w tle nie pozostawiajac? Pamiętając, tęskniąc i wspominając czy szukając dobra w tym co dzisiejsze? Mam siedemdziesiąt dni na podjęcie decyzji, tylko… czy przypadkiem nie podjęliście jej już za mnie?

Ja przesmuciłem swoją młodość. Ty nie popełnij tego samego błędu.


apsik
28 sierpień 2008 21:58

Są chwile, kiedy nie chce się żyć.

Kategoria wpisu: Życie

Jak mogłaś? Jak mogłeś? Zawsze byliście. Dlaczemu każesz mi podejmować tak trudną decyzje? Ja nie umiem tego zrobić, naprawdę… Nie możesz tak po prostu być? Czy muszą być od razu deklaracje i wyznania? Nie możesz zrozumieć i być? Ja chcę, żebyś był moim przyjacielem. Nie kochaj.

Dlaczemu tak? Najpierw odsuwasz się i zostawiasz wszystkich, a potem masz pretensje o to, że nikt o kontakt z Tobą już nie zabiega? W jaki sposób mamy to robić skoro odcięłaś się od wszystkich na dobre. Skreślając ich nie musiałaś odrzucać też mnie. Przestałaś się liczyć z kimkolwiek. Nie masz już granic. Nikt mnie tak nie potraktował.

Bilans- dwa na minus?


apsik
15 lipiec 2008 12:09

Ludzka teoria na temat ludzi

Kategoria wpisu: Życie

Jakże szlachetne jest wspólne mobilizowanie się do walki z wrogiem. Jak bardzo ważne jest wspólne działanie we wspólnym celu. Nie można zapomnieć o wspólnym szczęściu i radości. Tylko jak się do tego wszystkiego mają wspólne odciski na niewspólnych stopach? Charakterystyczną i rozpoznawalną cechą obozów wędrownych jest ich ciągła aktywność przejawiająca się znikaniem i pojawianiem się tu i ówdzie. Częściej ówdzie niż tu. Każdego dnia pakujesz swój plecak, składasz namiot i niejasno szukając celu swej tułaczki zakładasz na obolałe stopy buty. I znowu idziesz. Cielęco zachwycasz się pięknem natury, od czasu do czasu komentujesz nieziemskie widoki i wciąż idziesz. Mówisz sobie “dla tego widoku warto!”, myślisz “tylko podczas wędrówki na szlaku można znaleść prawdziwego przyjaciela, który poda pomocną dłoń” i dorabiasz ideologię do codziennej tułaczki. Tak naprawdę nie majac zielonego pojęcia w różowe ciapki po ką cholerę ocierasz stopy do krwi, nosisz, niczym żółw błotny, swój cały dobytek na plecach i szczerzysz się przy tym jak na szczęśliwego człowieka przystało.I idziesz do wyznaczonego celu i pomagasz innym na trasie i krzyczysz na ciągnący się z tyłu “ogon”, by przyspieszył i wmawiasz sobie, że tak to ma wyglądać. Dochodzisz wreszcie do miejscowości, ba wsi, co to diabeł dobranoc tam nawet nie powie i z szaleństwem w oczach rozbijasz swój domek z pokrowca, dumnie wbijając szpilki w kamieniste podłoże (już tylko 9 z 14…). I cieszysz się jak wariat tym, że zimno jak cholera, a Tobie dane jest umyć się w rzece, kiełbasa z ogniska, któy to dzień z kolei? z odrobiną piachu także może być przyczyną pełni szczęścia. I codzienny schemat zamiast przytłaczać Cię swą stałością daje Ci radość ze swej prostoty. Połowa osób narzeka. Wędrówka na obozie wędrownym to przecież zły pomysł! Płacz, krzyk i jakchcędodomu w oczach doprowadzają Cię do szewskiej pasji. Bo przecież do jasnej cholery Ty chcesz iść przed siebie,wystawiać spalony już nos do słońca i być taka malutka pod tym wielkim niebem, ale musisz słuchać o swej nieczułości na problemy innych i tęsknocie za wanną. Kiedy już godzisz się z wszechogarniającym Cię przygnębieniem i z tym, że wszystkich wokół opanował stan “radź se sam inaczej zginiesz!” dzieje się coś dziwnego. Ludzie zaczynają się do siebie uśmiechać wzajemnie podając sobie plastry. Ludzie zaczynają patrzeć na świat i dostrzegać tak samo obtarte stopy innych. I wszystkich łączą te same, bolesne i niełatwe w obejściu odciski.

Bo jak się łączyć to do boju, bo jak współdziałać to w chwilach buchających patosem i podniosłością. Bo ludzi łączą tylko !wspólne ideały i katastroficzne chwile. Guzik prawda, bo w tym roku na moim obozie tym, co nas ze sobą scaliło, wytarło, starło i przetarło były odciski i beznadziejne plastry 2,50 zł za opakowanie.    


apsik
3 czerwiec 2008 12:39

“Tam w Bieszczadach nad Wetliną…”:)

Kategoria wpisu: Życie

Wyrok padł: angina ropna. Brzmi nieprzyjemnie. A na dworze,za oknem słońce uśmiecha się radośnie. Rozpoczął się ten najtrudniejszy czas, w życiu każdego ucznia. Wszyscy biegają, zaliczają- w szkole, w której zdawania oczywiście nie ma… Wspólnie z drużyną przygotowujemy tegoroczny obóz. Tradycją staje się to, że jestem programowcem i do mnie należy zainteresowanie wszystkich ciekawymi zajęciami:). W tym roku jedziemy już pod koniec czerwca, a co ciekawsze będzie to obóz wędrowny, po bieszczadzkich szlakach:). Połoniny, ten klimat i czar… I tęsknota już nie będzie wchodzić przez okno.


apsik
7 maj 2008 21:48

Wierzba szczęśliwa

Kategoria wpisu: Życie

Ludzie pamiętają miejsca. Mówią “tu pierwszy raz go zobaczyłam, a tam pocałowałam”, “tu byliśmy na wakacjach w zeszłym roku, pamiętasz? Kupiłam Ci wtedy tę żółtą czapkę z daszkiem!”. Przechodząc stutysięczny raz obok zardzewiałego trzepaka nasuwa mi się cały zestaw wspomnień. Tak, właśnie tutaj wisiałam głową w dół, nie bacząc na prawo ciążenia, każdego popołudnia w czasie edukacji w klasach od 4 do 6. Idę dalej, widzę żywopłot. Pamiętam dokładnie jak chowałam się za nim z Somsiatem podczas walki o prawo do okolicznego bezdomnego kota. Juliusz mu było na imię. Teraz jakby niższy i mniej gęsty. Już nie można się za nim tak idealnie schować i za nic nie przypomina walecznej fortecy. Za to wyraźnie widać pijaczków oddających swój mocz w okolicy. O, a teraz patrzę na kolorowe klomby pod moim balkonem. Może by tak znów pobiec i w ukryciu przed bacznym okiem sąsiada zerwać kilka kwiatów, aby potem zanieść mamie? I wreszcie szkoła. W szkole najlepszy jest płot. Można przez niego przeskakiwać, wdrapywać się i poczuć się niczym bohater filmu przygodowego. Jest i kłoda. Nasza kłoda, na której odbywały się najważniejsze rozmowy. Tam płakałam 3 maja zeszłego roku. Miałam dwa ulubione drzewa w okolicy. Jedno znajdowało się tuż pod naszym blokiem. Było śmieszne i mizernie powyginane we wszystkie możliwe strony. Pewnej nocy wichura złamała to drzewo. I wtedy zaczęła się prawdziwa zabawa. Każde wakacyjne przedpołudnie spędzałam tam z Somsiatem bawiąc się w Bolka i Lolka na Dzikim Zachodzie. Kto był Lolkiem? Już nie pamiętam. Drugie drzewo to drzewo moje, mojej babci i prababci. Stało tuż przy szkolnym płocie, gdzie spacerowałyśmy razem, kiedy miałam kilka latek. Są to najodleglejsze wspomnienia, ale bardzo wyraźnie potrafię przypomnieć sobie jak siadałam na jednej z gałęzi z babcią, a dookoła widać było świat spod kaskad spływających liści wierzby płaczącej. Dlaczemu wierzby muszą płakać? Czy nie można rzec “wierzby śmiejącej sie”? Smutek niszczy. Moja wierzba będzie wierzbą szczęśliwą. Mamy takie wspólne zdjęcie z babcią jak siedzimy uśmiechnięte na jednej z jej gałęzi. Wkrótce potem została ścięta. Moje wspomnienia zacierają się, a oni wszystko nam zabierają. Czy one nas pamiętały? Czy wszystkie te miejsca wiedziały, że są nasze? Ilu innych ludzi myślało o nich z tą samą czułością i wołało : “popatrz mamo! jest i nasza wierzba!”? Miejsca nie pamiętają ludzi.


apsik
2 maj 2008 01:16

Majowo

Kategoria wpisu: Życie

Jak miło i radośnie tak poczuć trochę wiosny i luzu :) ! Kolejna impreza u Andrzeja. Ostatnia odbyła się, kiedy spadł pierwszy śnieg, ta jest już taka majowa i wiosenna. Pyton gra na gitarze, chłopcy usiłują nie pozostać w tyle i wyżywają się na innych instrumentach ;) . Po prostu czuć wolność w powietrzu. Taki spokój, odpoczynek i achhh ;) . Rodzice wyjechali, nawet pies śpi dziś u babci ;) . Jednym słowem fajnie jest. A w głowie już tylko plany wakacyjne, plecak, gitara i witaj świecieeee! :)


apsik