30 październik 2007 21:21

Buuu :(

Kategoria wpisu: Życie

‘Im więcej rutyny tym mniej siebie ?’. Brawo Dawidzie. Sto punktów.


apsik
17:22

Muszę to przespać. Przeczekać trzeba mi.

Kategoria wpisu: Życie

Patrzysz. Nie chcesz widzieć. Ja rozumiem, i tak źle i tak niedobrze. Czułość, troska i uśmiech  contra fascynacja i marzenia. Bzie.


apsik
19 październik 2007 23:53

Ponoć jestem tu!

Kategoria wpisu: Życie

Patrzę przez okno i widzę pierwszy bytomski śnieg w tym roku. Śnieeeg!!! Kiedy byłam mała pierwszy śnieg był prawdziwym świętem. Wiadomo przecież, że od śniegu niedaleko już do Mikołajowych listów ;) . Pierwszy śnieg w tym roku na Andrzejowej imprezie. Nie spodzieałam się, że tak to będzie wyglądało ;p


apsik
12 październik 2007 21:39

Zaniedbania!

Kategoria wpisu: Życie

Oj opuściłam się, a jakże! Nie podsumowałam wakacji, nie napisałam niczego,żeby utrwalić tyle chwil. Lepiej późno niż wcale: niesamowite przeżycia obozowo- zlotowe. Tańczyłam makarenę z Hiszpanami i bawiłam się na szantowych koncertach! Było jak zwykle, czyli początkowe obawy i końcowo- najlepsza zabawa na świecie. Ludzie z 14 krajów Europy, harcerze i zuchy z krajów, o których mogę tylko cicho szepnąć komuś ze wstydem “Gdzie leży ten kraj…?”. Fala dziecięciotysięczna i odruch krokietny :) . Jednym słowem : bajkowy świat, jedno miasteczko w środku lasu, dla harcerzy, skautów, zuchów i wędrowników z całego świata. Pięknie. Nic dodać nic ująć.

Końcówka wakacji, ostatni wyjazd w góry. Dziwne uczucie mnie ogarnia, kiedy patrząc na to z perspektywy czasu, wiem, że pani Ani już nie ma. Tej pani Ani.

I kolejne wspomnienia. Wcześniejsze. Wracamy z Wisły do domu. Jest początek wakacji. Leżę i próbuję zasnąć wtulona wciąż w ten sam zapach. Słońce świeci mi prosto w twarz. Pamiętam wyraźnie. Boli mnie ząb, na wpół rozespana, na wpół obolała nie wiem co ze sobą zrobić. Kłócę się z ojcem przez telefon. “Proszę, nie przekonuj mnie. Nie będę go słuchała. On niczego dla mnie nie zrobił, tak skrzywdził nas. Nie zasługuje na to, żebym go słuchała. Nie ma prawa mówić mi co mam robić, co jest dobre, a co złe”. W pociągu gorąco. Zdenerwowana siadam, nie potrafię znaleźć sobie miejsca. Obserwuję rozłożonego na całej szerokości przejścia wielkiego psa, leniwie oddającego się drzemce. Kilka słów, spojrzeń, gestów i cała prawda wypływa dwudziestu w minutach rozmowy. Kolejna osoba wie.

Nie żałuję. Ta osoba.

Wrzesień. Mija jak sen złoty. Nikt nawet nie wie kiedy, a już październik. Zarwane noce nieprzynoszące efektów- codzienność.

Ten tydzień był jakimś koszmarem. Choroba babci Kasi. Śmierć dziadka Mateusza i pani Ani. Początkowo napisałam “był dla mnie koszmarem”, ale to nieprawda. Niecałkowita. Zaledwie pobieżna. Koszmarem dla mnie,więc czym dla ich rodzin i bliskich? Tego nie wyrażą żadne słowa. Powinnam coś zrobić, ruszyć się! Pomóc zamiast użalać się nad sobą i swoimi rozterkami! Widzę smutek i ból ludzi dookoła, ale nie wiem jak się zachować, co zrobić. Zostawić w spokoju czy wręcz nie opuszczać na krok? Rozmawiać czy milczeć? Ze zrozumieniem potakiwać głową czy nie próbować nawet poczuć? Nie ma w tym nic dobrego. I wiem, że to nie jest najważniejsze, bo najcenniejsza jest bliskość. Tylko w jaki sposób ją okazać? Dopadła mnie dolina.

Bo bezsilność jest najgorsza egoistko.


apsik
10 październik 2007 18:01

‘Szpetnej aury czas pod płaszcze się pcha. Wyziębia nam serca…’

Kategoria wpisu: Życie

Uuuu! Jak ten czas leci!Przeleciało, zawirowało nawet nie wiem kiedy…Za oknem smutno i zimno, a w szkole gorąco- jak zawsze :/ . Pracy szkolnej i nieszkolnej co niemiara! Niedługo zaczynam akcję “Zuchy” :) i doczekać się już nie mogę! Mam cichy,skryty no i chytry plan zrobienia dla nich w tym roku trochę więcej. W przyszłym miesiącu mam półmetek. Pierwsza szkolna “poważna” ;) impreza przede mną,której oczywiście nie przepuszczę. Właściwie nie zależy mi na tym szczególnie,ale zgodnie z moją zasadą : “nic dwa razy się nie zdarzy!” nie może mnie tam zabraknąć.

Szklanka herbaty, ciepły szalik, kilka minut pędzącej szosy.

I nowa miłość:

Wisława Szymborska

PROSPEKT

Jestem pastylka na uspokojenie.
Działam w mieszkaniu,
skutkuję w urzędzie,
siadam do egzaminów,
starannie sklejam rozbite garnuszki -
tylko mnie zażyj,
rozpuść pod językiem,
tylko mnie połknij,
tylko popij wodą.

Wiem, co robić z nieszczęściem,
jak znieść złą nowinę,
zmniejszyć niesprawiedliwość,
rozjaśnić brak Boga,
dobrać do twarzy kapelusz żałobny.
Na co czekasz -
zaufaj chemicznej litości.

Jesteś jeszcze młody (młoda),
powinieneś (powinnaś) urządzić się jakoś.
Kto powiedział,
że życie ma być odważnie przeżyte?

Oddaj mi swoją przepaść -
wymoszczę ją snem,
będziesz mi wdzięczny (wdzięczna)
za cztery łapy spadania.

Sprzedaj mi swoją duszę.
Inny się kupiec nie trafi.

Innego diabła nie ma.


apsik