Nie mam w sobie życiowego spokoju pomagającego zdecydowania i optymistycznie przejechać granatową “elką” przez kolejny zakręt. Nie mam w sobie wystarczającej ilości sumienności, aby regularnie rozmawiać tu ze sobą. Nie mam też dość samozaparcia, by nauczyć się obsługi tego cholernego laptopa, który usuwa mi wszystkie skurputalnie zapisane słowa, w momencie, który uznaję za koniec pracy. Mimo to (mimo iż nie zaczynamy zdań od “mimo”) lubię siebie.
Za 9 minut małe, białe okno w katalogu publicznym, z traumatyczną liczbą 18, zostanie uprawomocnione. Kierując się statystykami, ukończnie magicznej (?!) osiemnastki niewiele zmienia w życiu przeciętnego człowieka. Alkohol pije już od dobrych kilku lat, palenie zdążył rzucić (okazjonalnie, okazjonalnie!), a przysłowiowy plastik służyć mu może co najwyżej do rzucenia pod nos rodzicom przy co większej awanturze.
Hm. Zaczynając zdanie od ‘hm’ - ostatnie chwile młodości pozwalają mi się wybitnie rozpieszczać - mogę zdecydowanie stwierdzić, że nie jestem przeciętna. Co więcej, normalna już zupełnie nie. Mam uczucie paskudnego ucisku w żołądku, który pamiętam z karuzeli “Mambo Jambo”. Przytłaczające zdania “och córeczko kiedy Ty tak dorosłaś?!”, optymistyczne życzenia pomyślnego zdania matury i dobrego wyboru jedynej słusznej drogi życiowej, nie pomagają.
Czy ja do jasnej cholery za mąż wychodzę? Jak matka- polka z trójką dzieci pod pachą pracować w polu gnam? W moim podejściu do życia nie zmieniło się nic od 15 roku życia - nie chcę dorosnąć. Bynajmniej nie czuję się na to gotowa. Chcę być programowcem na zimowisku, tańczyć na śniegu, śpiewać z Somsiatem pod balkonami sylwestrowe syrenady, pojechać na kolonie jako wychowawca. Nawet z tym prawem jazdy mi się nie spieszy… Tramwaje na Śląsku mają w końcu swój urok. Problemem smoleniackiej klasy trzeciej jest nawał. Studniówki, matury, prób studniówkowych, matur próbnych, egzaminów na prawo jazdy. To wszystko podstępnie próbuje dostać się do mojego umysłu.
A co mi tam! Nie jest źle! Włókna kolagenowe trzymają się nieźle, przyjaciela mam przez duże “P”, włosy też mi nie wypadają. Będę się więcej śmiać. Na noworoczne postanowienia przyjdzie czas. Radosnych!