A więc jeszcze tu jesteś.
Obserwacja ludzi w czasie tych wakacji bardzo mnie zmieniła. Mój idealizm i wiara w to, że może kochać i żyć ot tak uczciwie, uległy zachwianiu. Patrzyłam na świat z nieco mniej smarkatej perspektywy i miałam ochote schować głowę pod poduszkę. Brak zahamowań, brak wyrzutów sumienia i wszędobylska swoboda przeraziły mnie i równocześnie zafascynowały. Czy nie prościej żyć właśnie ot tak? Lekko i bezproblemowo czerpiąc z życia garściami? Tylko co, jeśli kiedyś, w nocy dopadną nas zmory przeszłości i sumienie zacznie podgryzać w piętę? Przez chwilę nawet poczułam się taka dorosła. I było mi bardzo pięknie - mogłam się nie bać i żyć intensywnie. Chwilę później jednak musiałam wrócić do swojego życia. I nagle zwątpiłam w nie. To, co kiedyś było dla mnie tak ważne wydało mi się puste i bezwartościowe. Przeraziłam się. Przecież wszystko co moje, co składa się na mój codzienny świat nie mogło w ciągu jednej chwili stracić dla mnie na znaczeniu. Teraz próbuję odbudować i poskładać swoją rzeczywistość. Nie jest łatwo. Nie mogłam dłużej żyć chwilą, wolnością absolutną i poczuciem “mogę wszystko!”. Przecież kiedyś mogłabym obudzić się zupełnie sama. Czy warto więc dla kilku chwil szczęścia absolutnego poświęcić wszystko?
“Powrotów nie będzie.” K.N.
Moim zdaniem warto się poświęcić dla nawet chwilowego szczęścia. Bo przecież, między innymi, na tym polega życie, żeby dążyć do szczęścia. To tylko moje zdanie, choć sam nie czerpie z życia garściami, bo… bo nie wiem co..
Pozdrawiam
ps
Ciekawe czy mnie jeszcze pamiętasz
Komentarz, autor: Jasiu — 4 październik 2009 @ 19:29